|
Archiwalne artykuły, informacje zawarte w niektórych z nich mogą być już nieaktualne.
|
|
Kolczyk w języku niezbyt zdrowy |
|
|
Nawet jeśli nasza rodzina i nasi bliscy go przeżyją, to i tak pozostaje duży problem medyczny. Noszenie kolczyka w języku powoduje opadanie dziąseł i rozwój chorób przyzębia, a także prowadzi do kruszenia się zębów. Najczęstszą ozdobą w grupie 52 młodych pracowników okazał się metalowy trzpień przebity przez język i zamocowany nakrętkami na obu końcach. U 35% badanych noszących taki kolczyk stwierdzono opadnięcie dziąseł po czterech latach, a jeśli był to kolczyk długi to u aż 50% i to już po dwóch latach. Dłuższe kolczyki łatwiej uderzają w dziąsła ocierając je i prowadząc do ich uszkodzenia. Opadnięte dziąsła są wrotami dla wnikających bakterii, które mogą wywoływać bolesne stany zapalne i prowadzić do nadwrażliwości zębów. Kruszenie i ułamywanie się zębów było częstsze w przypadku krótkich kolczyków, jako że łatwiej niż długie jest je umieścić między zębami i bezwiednie przygryzać. Zniszczone zęby stwierdzono u 47% badanych po ponad czterech latach od założenia kolczyka. W badanej grupie częściej stwierdzano także uzależnienie od papierosów. Przyczynia się ono do szybszego powstawania kamienia nazębnego i utraty masy kostnej i ilości więzadeł utrzymujących zęby w zębodole. Wraz z zakażeniami wokół zębów, opadniętymi dziąsłami i niezbyt przyjemnym zapachem z ust nie tworzą nader pięknego obrazu. Osoby zdeterminowanej na pewno te informacje nie zniechęcą, ale lepiej żeby wiedziała na jakie ryzyko się naraża. Przez kilka tygodni po zabiegu może utrzymywać się opuchlizna języka, mogą występować kłopoty z gryzieniem i połykaniem, trudności w mowie i wzmożone wydzielanie śliny. Nawet jeśli wszystkie te objawy ustąpią, po dłuższym czasie może dojść do przerostu tkanki wokół kolczyka i powiększenia się całego języka, a także nieprzyjemnej alergii na metal. |
|
|
Rysowanie pozwala dzieciom lepiej opisać swoje dolegliwości? |
|
|
Pewien dziesięciolatek narysował człowieka grającego na bębnach we wnętrzu wielkiej głowy, a dziewięciolatek młot i dłuto uderzające w jej czubek. Po analizie tych rysunków neurolog pediatra postawił diagnozę identyczną z lekarzem regularnie kontrolującym swoich małych pacjentów: ból głowy wymagający leczenia. Prawie 70% dzieci skarżących się na ten rodzaj bólu wymaga włączenia choćby podstawowych leków. Niestety diagnoza jest zwykle bardzo utrudniona, gdyż nie istnieje żaden jednoznaczny test pozwalający rozpoznać ból głowy i ocenić jego nasilenie. Także same dzieci mają wielkie trudności z opisaniem i nazwaniem swoich dolegliwości. Dlatego leczenie wdraża się na podstawie historii choroby, objawów i doświadczenia lekarza. Metoda rysunkowa łatwo i tanio pozwala ocenić charakter bólu. Prawdziwe migreny leczy się grupą leków dostępnych tylko na receptę zaś bóle głowy z przemęczenia, stresu czy napięcia poddają się leczeniu zwykłymi środkami jak ibuprofen czy paracetamol. Rysunki przedstawiające uderzające młoty i aurę nad oczami w 87% zgadzały się z klinicznym rozpoznaniem migreny. Bóle niemigrenowe, przedstawiane jako głowa ściskana liną, udawało się rozpoznać aż w 91% przypadków. Oczywiście ta metoda nie powinna stać się podstawą diagnozy, a jedynie pomocą w jej postawieniu. Poza tym rysowanie w poczekalni pozwala odprężyć się dziecku. |
|
Zaburzenia miesiączki u kobiet sportowców |
|
|
Do tej pory przypisywano je zbyt obciążającemu treningowi. Okazuje się jednak, że identyczne objawy wraz z zatrzymaniem miesiączki występują też u osób głodzonych. Mechanizm jest niejasny choć prawdopodobnie wiąże się z zaburzeniem osi hormonów płciowych w związku ze stresem podczas wysiłku. Zapobieganie jest na szczęście nad wyraz proste. Aby przywrócić regularne cykle menstruacyjne, wystarczy zwiększyć ilość spożywanych pokarmów. Ryzyko dla kobiet sportowców kryje się przede wszystkim w przedłużonym niedoborze estrogenów. Wpływa to na spadek gęstości mineralnej kości prowadząc do osteoporozy, a także na rozwój miażdżycy, wtórnie zwiększając ryzyko zawału serca i udaru mózgu. Powyższe spostrzeżenia i teorie zostały potwierdzone w eksperymencie na małpach z podobnym do ludzkiego cyklem miesięcznym. Mimo że małpy poddawane wysiłkowi nie traciły na wadze, wystąpiły u nich spadek stężenia hormonów płciowych i zaburzenia cyklu. Osobniki, którym zwiększono normy żywieniowe, najszybciej wracały do zdrowia, a znajdujące się na diecie o zwiększonej kaloryczności przez cały okres ćwiczeń, nie wykazywały zatrzymania miesiączki. Możliwe że badania te przyczynią się do zweryfikowania potocznej opinii, że kobiety nie powinny uprawiać sportu, gdyż wiąże się to ze zbyt wieloma skutkami ubocznymi. Prawdopodobnie wystarczy więcej jeść. |
|
|
„Dzieci z probówki” mają trudniej |
|
|
Całkiem możliwe że lekarze ginekolodzy pomagając bezpłodnym parom w uzyskaniu potomstwa, przyczyniają się do przychodzenia na świat dzieci obarczonych wadami genetycznymi. Rzeczywiście dzieci z zapłodnień in vitro mają dwa razy większe ryzyko przyjścia na świat z niską masą urodzeniową i towarzyszącymi anomaliami rozwojowymi. Nie wiadomo tylko czy są one wynikiem procedur stosowanych podczas zapłodnienia czy samej bezpłodności. Jako że dostęp do klinik bezpłodności staje się coraz łatwiejszy, pary mogą chcieć korzystać z ich pomocy znacznie wcześniej niż to konieczne. Obecnie bezpłodność rozpoznaje się po 12-miesięcznych nieskutecznych próbach zajścia w ciążę. Odpowiedź na powyższe pytanie staje się zatem dość nagląca. Wspomagany rozród w ponad 70% kończy się ciążą wielopłodową, która sama zaburza wzrastanie. Z dwóch najnowszych analiz porównawczych wynika jednak, że również dzieci z zapłodnień wspomaganych, ale z ciąż pojedynczych trzy razy częściej rodzą się z niedowagą i aż o 40% częściej przedwcześnie. Wartości te nie uległy zmianie nawet po wykluczeniu z grupy badawczej matek z wadami narządu rodnego, co częściowo dowodzi że źródło zaburzeń tkwi w samej procedurze. Nie należy jednak całkowicie zaprzestać rozwoju techniki zapłodnień in vitro lecz korzystać z niej w ostateczności. Dla wielu związków jest to ostatnia nadzieja na doczekanie się potomstwa. |
|
Jak bardzo można wierzyć informacjom medycznym z internetu? |
|
|
Wraz z rozwojem techniki komputerowej coraz łatwiejsze staje się tworzenie stron lub wręcz całych serwisów internetowych. Jak w tym gąszczu laik medyczny może ocenić wiarygodność informacji? Jest to praktycznie niemożliwe. Na szczęście od kilku lat obserwuje się stałą poprawę na tym polu i wcale nie największe i najpopularniejsze strony są najbardziej godne zaufania. Lekarze czują się niestety nieraz zagrożeni w kontakcie ze świetnie przygotowanymi pacjentami. Szczególnie jeśli sami nie mieli ostatnio zbyt dużo czasu aby odświeżyć swoje wiadomości. Jednak pacjent dobrze poinformowany chętniej aktywnie uczestniczy w swoim leczeniu. Daje to znacznie lepsze rezultaty niż terapia nie współpracującego chorego. Jednak informacje zdobyte w internecie lub w prasie powinno się zawsze traktować z dystansem i skonsultować ze swoim lekarzem. Podczas badań wiarygodności komputerowych serwisów medycznych poczyniono również inną ciekawą obserwację. Okazało się mianowicie, że pacjenci z nowotworami wykorzystują internet, poza poszukiwaniem informacji o nowych lekach i badaniach klinicznych, szukając tak zwanych grup wsparcia. Kontakt z ludźmi w podobnej sytuacji jest im bowiem niezmiernie potrzebny, a jak się okazuje lekarze zupełnie lekceważą tą sferę. |
|
|
|
|
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>
|
|
Strona 6 z 34 |